2012/07/18

Moja desperacja osiągnęła swoje apogeum. Zaprosiłam na wesele chłopaka, którego poznałam jakiś rok temu i od tamtego czasu nie widziałam na oczy. To, że nasza znajomość ogranicza się do jednej rozmowy (o ile to coś można było nazwać rozmową) to chyba niezbyt istotny szczegół, prawda? Chyba zasłużyłam na miano napalonej licealistki... No cóż, niestety w miarę dobrze tańczący towar nie jest powszechnie dostępny więc trzeba się jakoś ratować.

2 komentarze:

  1. W takim razie, miłej zabawy. Jestem pewna, że ten chłopak nie odczyta Twoich intencji źle i wytańczysz się za wszystkie czasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)No mam nadzieję, że się wytańczę, bo ostatnio poszłam bez osoby towarzyszącej i wysiedziałam się za wszystkie czasy.

      Usuń